sobota, 18 listopada 2017

Jak wahadło

Nie zasłaniam okien, nie lubię izolacji od zewnętrznego świata. Siedzę wieczór przy oknie, wis a wis mam dom sąsiada. Podpatruje jak przygotowuje kolację, miesza coś, dodaje przyprawy, miesza próbuje, znów coś wytrząsa do garnka, próbuje. W między czasie przysiada przy stole i czyta. Spogląda przez okno i widzi mnie przy komputerze. Za kilka dni spotkamy się na ulicy, pozdrowimy i każdy pójdzie w swoją stronę.
Stres w pracy wyczerpuje, a świadomość o konieczności wprowadzenia zmiany zaczyna mnie przygniatać. Dookoła pukają się w głowę, pięćdziesiątka i chcesz zmieniać pracę i zawód? Wiele kobiet tego się obawia, wiek nie najlepszy by zrobić rewolucję w całym życiu. Umierać jeszcze nie mam zamiaru i  świadomość, że mottem mojego życia na dalsze 15 lat (w zawodzie) ma brzmieć : "Musisz to ciągnąć, za duże ryzyko", dołuje mnie. Ciężar decyzji równa się obawom, waham się bardziej jak ogon goldena, ale człowiek sam sobie utrudnia, by życie było lżejsze. Nie zrobisz źle, zrobisz może być gorzej, ale jakby się udało byłaby to praca z moich marzeń.Tylko jakiś diablik chimeryczny podszeptuje; nie za dużo chcesz od losu? 
Mój wstęp trochę wyrwany z dalszego kontekstu, lecz doszłam do wniosku, że wycofuje się do roli obserwatora swojego życia. To najwyższy czas, by wskoczyć do środka zdarzeń. 
Kończę kolejną umowę, przerwa do stycznia. 
Monachium opuszczę bez zbytniej nostalgii. Pobyt był tu ekscentryczny, wszystko w biegu, choć samo miasto wydaje się uśpione w porównaniu z innymi metropoliami. Dookoła widzę ludzi drzemiących, odsypiający wczesne wstawanie i zmęczenie. Pierwszy raz spotkałam się z taką ciszą w metrze. Monachium jest miastem bardzo drogim, jedna praca dla przeciętnego mieszkańca nie wystarcza by się tu utrzymać. Moja znajoma ma dwie oprócz głównej. Większość ludzi tu tak żyje, z pracy do pracy. 
Jak w całej Europie prace remontowe wrą. Nie lubię przechodzić obok pod rusztowaniami, kiedy nade mną wisi pracownik ze stertą cegieł. 
Znów kolejne lotnisko, wszystkie są takie same zresztą. 

piątek, 10 listopada 2017

Coś pękło, coś wybuchło we mnie.

Ostatnimi czasy ogarnia mnie czarnowidztwo obserwując sytuację naszego kraju. W ostatnich dwóch latach dużo  czasu przeznaczyłam na działalność w obronie  kurczącego się nam prawa i ograniczanej wolności. Biegałam z ulotkami, zbierałam podpisy, jeździłam na manifestacje.
Przez ostatni rok moje działanie nie osłabły, nadal angażowałam się w pomoc kobietom, wspierałam obronę puszczy, ale mój entuzjazm lekko ostygł podczas obserwowania kolejnych anty miesięcznic organizowanych przez Obywateli RP czy OSA. Wtedy zaczęłam myśleć racjonalnie, a nie kierować się emocjami.
Dziś widzę jak stoimy w czarnym tunelu bez wyjścia. Agresywność werbalna po obu stronach doprowadza do pogłębiania przepaści w narodzie.Opozycja bez określonego programu słabiutka politycznie. Ludzie czując bezsilność kierują się nienawiścią i impulsywnymi działaniami. Z jednej strony mamy religię smoleńską, po drugiej "ateistów" usiłujących wykrzyczeć swoje bezsporne racje. Magazyn gniewu rozrasta się, a krzyk przeistacza się w wściekły ryk zranionych istot.
Kto nas nie popiera ten wróg... Dzieli się społeczeństwo, podzieliła się również opozycja patrząc na siebie wilkiem Wyzwiska lecą z każdej strony. Ludzie nie widząc alternatywy do lepszego jutra tracą  nadzieję, jeden człowiek stracił życie.
Osobiście przestałam się angażować w każdą akcję. Nie zgadzam się ze sposobem działania naszej opozycji. Nie drogą nienawiści i złości, lecz dialogu, potrzeba nam iść. Nie można postrzegać wszystkiego jednokierunkowo. PiS jest przekleństwem ...hm. Właśnie będzie w sejmie rozpatrywana ustawa zakazująca trzymania psów na łańcuchach, wprowadzili zaostrzenie kar za gwałty zbiorowe, PiS dokonało zmienienia ustawo odbieraniu dzieci rodzicom. Nie jest to partia dążąca do demokracji, nie oszukując nikogo,preferuje model węgierski państwa dyktatorskiego, lecz nie oznacza to, że powinniśmy kierować się nienawiścią. Dookoła widzę nasączone jadem wypowiedzi czy niesmaczne memy.  Wyzwiska, blokady  i kontrmanifestacje jedynie podsycają niepokój i powodując niewiarygodność opozycji. Jak mam potraktować poważnie kogoś, kto wykrzykuje; "Będziesz wisiał dziadu". Nie do takich ludzi jechałam z nadzieją do Warszawy. Wtedy gra była jasna i czysta, dzisiaj to jeden wielki chaos, gdzie zamiast religii smoleńskiej opozycja ma kult szarego człowieka.
Chciałabym żyć w kraju prawa i demokracji,ale nie za wszelką cenę. Irracjonalne działanie, wykorzystywanie tragedii samobójstwa do osiągnięcia celu stawia opozycję na równie z PiS, którzy mają smoleńskie pomniki. Czy zadziałało tu prawo; jakim przystajesz... ? Smutne.

piątek, 3 listopada 2017

Swój język mają, ale go nie znają

Siedzę przed komputerem i kolejny raz załamuje ręce. Wpis młodej osoby, cztery zdania, sześć  błędów. Z treści wynika osoba jeszcze uczęszczająca do szkoły. Nasuwa się konkluzja, że mamy albo złe szkolnictwo albo leniwych uczniów. W pewnym stopniu jedno i drugie. Nauczyciele gonią z materiałem, nie zawsze stawiając nacisk na podstawowe zasady pisowni. Liczy się treść, pomijana jest gramatyka. Uczniowie korzystając z tej ulgi nie przykładając się do poprawnej pisowni. 
Wchodzę na forum, a tam dorośli walą byki; mieźcić, bule żołądka, żekomy...Wszystkim może zdarzyć się "byczek", ale namiętnie występujący w każdym zdaniu, to już półanalfabetyzm. Mam tego przykład u obcokrajowców w Niemczech, dzieci po ukończeniu szkoły zapominają pisowni i poprawnej gramatyki. Tylko na bogów Olimpu my mamy ciągłość rozwijania swojego języka. Dlaczego w takim razie występuje analfabetyzm? Komputer zastąpił pisanie ręczne, ale przecież istnieje coś takiego jak automatyczna poprawa błędów.Wielu nawet nie chcę się skorygować, bule czy bóle i tak wiadomo o co chodzi, rzołądek skręca...
Nie chcę moralizować, sama popełniam dużo literówek, lecz za błędy ortograficzne jest mi  wstyd, ponieważ świadczy to o nieuctwie i braku szacunku dla czytelnika. Napisać by przekazać treść, ale z zachowaniem zasad, nawet najlepszy tekst z błędami będzie kuł w oczy. Czytałam niezłe wiersze, jednakże autorka niestety nie zadała sobie trudu by poprawić ortografy i nie miało to nic wspólnego z futuryzmem. W ten sposób niezły talent nigdy nie wyjdzie na powierzchnię. 
Zastraszająca są  też raporty czytelnictwa w Polsce. 60%Polaków nie czyta nic,co dziesiąty Polak przeczytał więcej niż siedem pozycji. Jak nie książki to może gazety, ale i w tym wypadku klapa, 48% czyta jedynie programy telewizyjne. Co robią Polacy, kiedy nie czytają? Jedzą dużo,śpią, pracują i narzekają. W tym ostatnim jesteśmy wiodący na światową skalę. 
I tak się rodzi wtórny analfabetyzm. 

piątek, 27 października 2017

Wątróbka nie tuczy...

Nie ma złego, co by na gorsze nie wyszło. Mam dwa wyjścia piec psie ciastka, albo iść za nosem intuicji. Połączyłam to razem, wyszła pikantna sałatka z mojego życia. Nie rozwodzę się dalej w przenośni i dosłownie. Mój zmodyfikowany przepis na ciastka dla psów.

50 dkg wątróbki
pół szklanki mąki orkiszowej, ryżowej lub opcja mniej zdrowa, pszennej
łyżka oleju, ja daję z ostropestu
jajko
szczypta bazylii, czasem kminku zmielonego ( w całości gryzie w zęby) .

Wątróbkę nie miksuje, ale kroję drobno, trochę to trwa, ale wszystko lepiej połączyć. Dodaje resztę składników,ugniatam bez zbędnej siły. Jak przypomni ciasto to rozwałkować i fantazjo bierz się do dzieła. Kroić, wykrawać, albo bez ceregieli upiec w całości i potem się poznęcać nad stworzeniem kształtów czyt. pokroić. Piec 180- 200°na dobry początek z 10 min, potem z 10-15 na 150°

Serwować na intuicję... tuczą!